Iran nie składa broni, teraz grozi uderzeniem w Europie. Wskazano konkretny kraj
Relacje między Teheranem a Tiraną od dawna przypominają tykającą bombę. Ostatnie wypowiedzi służb prasowych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej – elitarnej jednostki wojskowej Iranu – nadały tej konfrontacji zupełnie nową, niepokojącą dynamikę. Iran nie ogranicza się jedynie do retoryki wymierzonej w Izrael, lecz coraz otwarciej grozi przeniesieniem działań odwetowych na teren Europy. Reżim zapowiedział odwet wobec kraju będącego członkiem NATO.
Iran już udowodnił swoje militarne możliwości, przeprowadzając atak na brytyjską bazę Akrotiri na Cyprze, co traktowane jest jako demonstracja siły przed potencjalną operacją na Bałkanach. W związku z tym nie są bezpodstawne sugestie dotyczące możliwego ataku rakietowego lub dronowego na terytorium Albanii. Dlaczego Irańczycy skupiają się właśnie na tym niewielkim państwie? Kluczem do zrozumienia tej wrogości jest strategicznie położona baza Aszraf-3, ulokowana między stolicą Albanii, Tiraną, a portowym miastem Durrës. Dokładnie tam znajduje się ok. 3 tysięcy członków Ludowej Organizacji Mudżahedinów Iranu (MEK).

Dla teokratycznego reżimu w Teheranie MEK to nie tylko przeciwnicy polityczni, ale przede wszystkim „zdrajcy” i terroryści, którzy od dekad usiłują obalić obecne władze. Obecność tak dużej i zorganizowanej grupy opozycyjnej w państwie członkowskim NATO jest dla ajatollahów solą w oku, którą – jak zapowiadają – mają zamiar usunąć siłą, nie zważając na konsekwencje międzynarodowe.
Napięcie sięga kulminacji już od 2020 roku
Kryzys zaczął się zaostrzać po amerykańskiej akcji, w wyniku której zginął generał Kasem Sulejmani, dowódca sił Al-Kuds. Wtedy ajatollah Ali Chamenei, rzeczywisty przywódca Iranu, określił Albanię jako „mały, ale diabelski kraj”, w którym USA prowadzą spiski z irańskimi zdrajcami.
Reakcja Tirany była szybka i zdecydowana – rząd Ediego Ramy nie tylko poparł działania Stanów Zjednoczonych, ale też natychmiast wydalił irańskich dyplomatów podejrzewanych o działalność szpiegowską i terrorystyczną, co jeszcze bardziej utwierdziło Teheran w przekonaniu, że Albania jest kluczowym sojusznikiem „Wielkiego Szatana”.
„Jest taki mały, ale diabelski europejski kraj, w którym Amerykanie wraz ze zdrajcami Iranu spiskują przeciwko Islamskiej Republice” – podkreślił wówczas ajatollah Ali Chamenei, zaraz po zabiciu generała Sulejmaniego przez Amerykanów w styczniu 2020 roku.
Historia obecności MEK w Albanii sięga 2013 roku, kiedy to na mocy umowy z Waszyngtonem Tirana zgodziła się przyjąć mudżahedinów uciekających z Iraku przed irańskimi atakami rakietowymi. Premier Edi Rama wielokrotnie podkreślał, że jest to dla Albanii zaszczyt i ryzyko, które ma historyczne uzasadnienie, nawiązując do tradycji ratowania Żydów podczas II wojny światowej. Niestety, to zaszczytne ryzyko wiąże się z konsekwencjami – albańskie służby regularnie wykrywają na swoim terytorium grupy terrorystyczne powiązane bezpośrednio z Gwardią Rewolucyjną, których celem jest eliminacja członków MEK i destabilizacja kraju.
Czy Europa powinna się obawiać?
Biorąc pod uwagę eskalację zagrożeń, większość ekspertów wojskowych pozostaje ostrożna w ocenie prawdopodobieństwa zmasowanego ataku powietrznego. Realizacja takiej operacji byłaby bowiem logistycznie niezwykle skomplikowana – każda rakieta lub dron musiałaby naruszyć przestrzeń powietrzną Turcji, Iraku lub przemieścić się nad Morzem Śródziemnym, obecnie stałym obszarem kontroli Szóstej Floty USA oraz systemów wczesnego ostrzegania NATO.
Atak na Albanię – będącą od 2009 roku pełnoprawnym członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego – oznaczałby uruchomienie Artykułu 5 traktatu NATO, czyli zasadę kolektywnej obrony, co byłoby równoznaczne z otwartą wojną Zachodu z Iranem.
Jednak Albania nie może spać spokojnie. Ekspert Redion Qirazi ostrzega, że zagrożenie staje się coraz bardziej realne, a Iran może sięgać po działania asymetryczne, takie jak cyberataki czy precyzyjne zamachy punktowe. Behzad Saffari natomiast wskazuje na wieloletnią strategię Teheranu, według której Bałkany mają stanowić „bramę dla islamskiego fundamentalizmu” na kontynencie europejskim.
Pomimo zapewnień amerykańskiego generała Michaela Barbero o pełnym wsparciu NATO dla Albanii, napięcie w regionie jest wyczuwalne. Iran ryzykuje wszystko, a Albania, mimo swojego niewielkiego rozmiaru, stała się kluczowym polem bitwy w globalnym konflikcie o wpływy, gdzie jeden błędny krok może sprowokować konflikt nie tylko na Bałkanach, lecz w całej Europie.
Komentarze